- Logo -

Główna | O nas | Ekwipunek | Księga gości | Linki | |

Szwajcaria 2016
 
Droga św.Jakuba
 
Europa 2010-11
 
Francja 2010
 
Szwecja 2009
 
Rumunia 2008
 
Dania - Niemcy 2007
 
Rugia 2007
 
Kaszuby 2006
 
Pomorze 2005
 
Szlak Cystersów 2004
 
Maroko 2003
 
Polska wsch. 2002
 
Hiszpania 2001
 
Skandynawia 1999
 
Węgry 1998
 
Nordkapp 1997
 
Dziennik
Etap Wenecja-Rimini-Reggio di Calabria.
21 października-21 listopada 2010.



Najchłodniejszy poranek wyprawy. Żaden problem.
Zaprawieni w bojach ludzie lasu potrafią zapewnić ogień dla swojego oddziału.



Nocleg u farmera. Towarzystwo ślicznych bliźniaczek, zwierzaki i zabawki.
To jest to, co małe tygrysy lubią najbardziej.
Włoch o 23 w nocy zapytał: Macie ochotę na kawę, zanim pójdziemy spać?



Drugie śniadanie nad brzegiem Adriatyku. Daleko od szosy.
No dobra, zabłądziliśmy. Dzieci to nie licealiści. Nie nabijają się przez 2 dni, że Żaba zabłądziła.



Rimini. Nasz pierwszy komercyjny nocleg w czterech ścianach.
Lało jak z cebra, wszędzie płoty i ogrodzenia. W hostalu wynudziliśmy się jak mopsy.
Zdecydowanie wolimy spanie pod chmurką.



Cisza po burzy. Widok tęczy wynagrodził poranny trud i znój w deszczu.


Włoski dla początkujących.
5 dniowy pobyt u Caroliny i Ciro.




Wyszukany sposób na połów ryb.
Rybak opuszcza siatkę na dno, wrzuca zanętę i podnosi siatkę o rozmiarze 5m2 do góry.
Czysta robota. Ryby lądują w beczce i natychmiastowa sprzedaż na falachronie.



Tradycyjny połów z kutra.
Trani. Targ na przystani rybackiej. Efekt UFO* pomaga w kontakcie z tubylcami.
Dumna prezentacja owoców morza. Ten z tyłu, nic nie złapał.
*Co to jest efekt UFO? Napotykani przez nas ludzie traktują nas jak kosmitów.
Po pierwsze, pojawiamy się w listopadzie na krótkich gaciach, kiedy autochtonki śmigają po mieście w kozakach i lekkich futerkach. Po drugie, na rowerach. Po trzecie, z dziećmi.
Jak mówimy, że jedziemy z Bratysławy i śpimy pod namiotem komentarz jest zazwyczaj jeden.
O Madonna, o mamma mia, cumplimenti, cumplimenti.



Bliżej morza jechać już nie da rady.
Widoki godne uwagi, ale wiatr dawał się we znaki.



Italia jaką znamy z filmów i folderów.
Senne miasteczka mają swój urok...głównie dla turystów.
Lokalne ludki marzą o wyprowadzce do nowoczesnych mieszkań z oknami normalnej wielkości.



Pożegnanie z Adriatykiem. Ścinamy obcas włoskiego buta i kierujemy się nad Morze Jońskie.



Szyszki, że ho ho. Sosny w Polsce dostarczają naboje do Naganta.
Tutejsze drzewa dają amunicję do Grubej Berty.
Bitwa na szyszki trwała co najmniej 40 minut.



Janek i Marianna szybko nawiązują kontakty z dziećmi.
Pinuccio właśnie wrócił z lekcji gitary i prezentuje czego się nauczył.
We Włoszech, od podstawówki do liceum, obowiązuje 6 dniowy plan zajęć. Brrrrrrrrr.



Taranto. Brama na Morze Jońskie. Duży ośrodek przemysłowy z pięknym XVI wiecznym fortem. Za nami, budowla przypominająca kołobrzeską latarnię. Oczywiście brakuje wieży.
Regiony Włoch za Taranto nazywają się Basilicata, a potem Calabria.



Tavole Pallatine. Ruiny świątyni doryckiej z VI w. p.n.e. Graffiti brak. Płot 3 metry n.p.g.



Catanzaro. Kolejna pozytywnie zakręcona dusza na naszej trasie.
Aktywny dzień. Wizyta w tradycyjnej lodziarni, hodowla pstrągów, starożytny teatr.
Oj dostało się Włochom od Amerykanki za rolę jaką przypisują swoim żonom, nepotyzm, korupcje, załatwianie spraw pokrętnymi sposobami i życie na pokaz z karty kredytowej.
Od razu widać, że nie była jeszcze w Polsce.



Partyjka szachów przed snem. Młody coraz lepiej przesuwa bierki po szachownicy.
Z Catanzaro Lido do Reggio di Calabria byliśmy zmuszeni skorzystać z pociągu. Droga była zbyt niebezpieczna. Tunele, TIRy, wąska droga i ostre podjazdy o ograniczonej widoczności.
Może jesteśmy trochę zwichrowani, ale do etapu kamikadze nam daleko.
Zdecydowaliśmy, że nie warto ryzykować.


Krótki wywiad dla TV ReggioCalabria
by ostojan 2010