- Logo -

Główna | O nas | Ekwipunek | Księga gości | Linki | |

Szwajcaria 2016
 
Droga św.Jakuba
 
Europa 2010-11
 
Francja 2010
 
Szwecja 2009
 
Rumunia 2008
 
Dania - Niemcy 2007
 
Rugia 2007
 
Kaszuby 2006
 
Pomorze 2005
 
Szlak Cystersów 2004
 
Maroko 2003
 
Polska wsch. 2002
 
Hiszpania 2001
 
Skandynawia 1999
 
Węgry 1998
 
Nordkapp 1997
 
Wyprawa

Rowerem z dziećmi po Europie.

12 września 2010 roku wyruszyliśmy wraz z dziećmi na roczne rowerowe wakacje po Europie.

Jest to nasza najbardziej wymagająca wyprawa rowerowa.

Po pierwsze chcemy przeżyć wspaniałą rodzinną przygodę.
Naszym drugorzędnym celem jest przełamanie stereotypu, że podróżowanie z małymi dziećmi jest bardzo trudne czy wręcz niemożliwe, i że lepiej pozostać w domu. Maluch wcale nie musi być przeszkodą ani powodem rezygnacji z naszych planów podróżniczych, wręcz przeciwnie, może być ich inspiracją i nadawać ton wyprawie.

Chcemy przekonać rodziców do wspólnego podróżowania, pokazać jak podróżować z małymi dziećmi, uświadomić, iż zmiana otoczenia a co za tym idzie poznawanie nowych miejsc i ludzi ma istotny wpływ na rozwój dziecka.

Aby realizować swój cel nie bez przyczyny wybraliśmy rower. Chcemy przekonać rodziców, że taką formę aktywnego wypoczynku można realizować całą rodziną nawet z małymi dziećmi.


PATRON HONOROWY
PREZYDENT MIASTA KOŁOBRZEG


Miasto
PATRON KULTURALNY
REGIONALNE CENTRUM KULTURY


RCK


PATRONAT MEDIALNY

TVP
e-kg.pl

National wRower.pl



Zdjęcia
Planowana trasa rowerowych wakacji 2010-2011



Jeden dzień z życia wyprawy czyli szczegółowy rozkład zajęć

Etap Bratysława-Budapeszt

Etap Budapeszt-Zagrzeb

Etap Zagrzeb-Lublana-Wenecja

Etap Wenecja-Rimini-Reggio di Calabria

Sycylia

Neapol-Rzym

Francja

Niemcy i Austria wzdłuż Dunaju

Czechy i Niemcy wzdłuż Łaby

10 ULUBIONYCH ZDJĘĆ

Zabierz dzieciom klocki Lego, zaczną tworzyć coś własnego.
Janek jako maszynista pociągu Ortlieb Express



Dawne przejście graniczne Słowacja-Węgry. W tle bazylika w Esztergom.
Dawniej, na granicy kursował prom. Dzisiaj, oba kraje łączy most.
Nie ma strażników, kontroli i wieżyczek z CKMem.
Stalin przewraca się w grobie. I dobrze mu tak.



Nikt nie uwierzy w tę opowieść. Jechaliśmy do Zagrzebia. Bez fajnych perspektyw na spanie w stolicy. Podczas przerwy na placu zabaw, podszedł do nas Martin, Chorwat, elektryk. Był zafascynowany naszym pomysłem na wakacje, do tego stopnia, że zaproponował nam nocleg u siebie w domu. Ja, widząc podróżników przy kołobrzeskim ratuszu, robię to samo.
Zapraszam ich do siebie.
Ciekawostką może być fakt, że Martin jest abstynentem, choć jego rodzina ma winnice i produkują wino o nazwie Grasevina obitelj Fabek.
Co więcej, u Martina świętowaliśmy 3 urodziny Marianny.




Słoweńskie przedszkola do złudzenia przypominają polskie placówki.
Dzieci wiadomo, że wszędzie wesołe i zasmarkane.
Przykro było słuchać, że polska przedszkolna paranoja jest obecna w innych ex-demoludach.
Nie masz znajomości w urzędzie albo rodzica na stołku, to płać za prywatne, rodzicu kochany.


Ciągnie wilka do tablicy. Wizyta w Zespole Szkół.
Słoweńcy też maja durne nazwy dla szkół i instytucji.
Zaprezentowaliśmy licealistom zdjęcia Kołobrzegu, pogadaliśmy o maturach i wagarach.
Po dzwonku, jakoś dziwnie cicho na korytarzach.


Koniec winobrania to na Słownii okazja do spotkania rodzinnego i żarliwej dyskusji na każdy temat. Butelka Coca-coli stoi na stole nie przypadkowo. Słoweńcy, tak jak Węgrzy i Chorwaci, mieszają czerwone wino z Colą. Taki trunek nazywa się Bambus.
Mieszanka białego wina z wodą w proporcji 1:1 nazywa się spritzer.
Mieszanka białego wina z wodą, gdzie jest więcej wina niż wody nazywa się gemiśt.
Mi najbardziej smakowało młode wino, koloru białego, które można spożywać do 7 dni od winobrania. W Słowenii wołają na to mośt.


Tradycyjny połów z kutra.
Trani. Targ na przystani rybackiej. Efekt UFO* pomaga w kontakcie z tubylcami.
Dumna prezentacja owoców morza. Ten z tyłu, nic nie złapał.
*Co to jest efekt UFO? Napotykani przez nas ludzie traktują nas jak kosmitów.
Po pierwsze, pojawiamy się w listopadzie na krótkich gaciach, kiedy autochtonki śmigają po mieście w kozakach i lekkich futerkach. Po drugie, na rowerach. Po trzecie, z dziećmi.
Jak mówimy, że jedziemy z Bratysławy i śpimy pod namiotem komentarz jest zazwyczaj jeden.
O Madonna, o mamma mia, cumplimenti, cumplimenti.


Włoski styl życia można skojarzyć z ideą slow food czyli posiłku celebrowanego.
Do pracy idzie się około 8 rano. Na śniadanie (colazione!!!) jedynie espresso plus brioche (ciastko w różnych smakach). Pracuje się na głodniaka, co by za dużo nie myśleć o pracy, tylko o domu i posiłku, który przygotowuje małżonka (niekoniecznie własna). Cała rodzina spotyka się w domu około 13.00 na obiad. Szkoły, przedszkola, sklepy i niestety place zabaw zamykane są od 13 do 16. To święty czas prawdziwego, w miarę zamożnego lub prawdziwie biednego, Włocha. Cała rzesza ciułaczy zasuwa w pocie czoła w wielkich supermarketach, fabrykach, rolnictwie i budowlance. O 15 drzemka (jedynie głowa rodziny). O 16 czas wrócić do pracy na 3 godziny. Tym razem nie na głodniaka, bo w końcu coś trzeba w tej pracy zrobić. Ale też bez stresu. 3 godziny da się znieść w każdym zakładzie pracy (nawet naszym). Jeżeli jest sobota, niedziela lub dzień wolny od pracy, około 16 należy udać się na passeggiata, czyli spacer po bulwarze lub głównym deptaku w mieście. Po spacerze, wizyta w kawiarni lub lodziarni. Powrót do domu i rozpoczyna się przygotowywanie posiłku. O 21:00 cała rodzina ponownie zasiada do stołu.
Po kolacji, czas na relaks przy kominku.
Co by nie iść spać na głodniaka, można przyrządzić kasztany z rusztu.
Zaczyna się pogawędka, krytykowanie Berlusconiego i planowanie kolejnego dnia.
Chciałbym, żeby kryzys w Polsce wyglądał tak jak tutaj.




Udział w biesiadzie bez kobiet był dla nas nietypowym przeżyciem. Żeby nie było, że mamy coś do Włochów i ich sposobu życia. Po prostu wolimy imprezy gdzie się tańczy i są kobiety. A tak poza tym to Włosi maja fantazję i lubią pracować zespołowo. Godne podziwu.


Catanzaro. Kolejna pozytywnie zakręcona dusza na naszej trasie.
Aktywny dzień. Wizyta w tradycyjnej lodziarni, hodowla pstrągów, starożytny teatr.
Oj dostało się Włochom od Amerykanki za rolę jaką przypisują swoim żonom, nepotyzm, korupcje, załatwianie spraw pokrętnymi sposobami i życie na pokaz z karty kredytowej.
Od razu widać, że nie była jeszcze w Polsce.


Dziękujemy za obuwie hybrydowe firmie

KEEN



Dziękujemy za netbooka N230 firmie

SAMSUNG



Dziękujemy za duży rabat na sakwy firmie

Rowerowe

Głównemu dystrybutorowi nieprzemakalnych sakw rowerowych

Rowerowe



Dziękujemy firmie RoweroweKlimaty.pl za skórzane siodełka Brooks Flyer

roweroweklimaty.pl

by ostojan 2010