- Logo -

Główna | O nas | Ekwipunek | Księga gości | Linki | |

Szwajcaria 2016
 
Droga św.Jakuba
 
Europa 2010-11
 
Francja 2010
 
Szwecja 2009
 
Rumunia 2008
 
Dania - Niemcy 2007
 
Rugia 2007
 
Kaszuby 2006
 
Pomorze 2005
 
Szlak Cystersów 2004
 
Maroko 2003
 
Polska wsch. 2002
 
Hiszpania 2001
 
Skandynawia 1999
 
Węgry 1998
 
Nordkapp 1997
 
Wyprawa

Styczeń 2003

Maroko

Podróż "przedślubna", prawdziwy chrzest bojowy.

Druga zimowa dwutygodniowa wyprawa rowerowa.

Przejazd pociągiem do Stuttgartu i przelot samolotem do Agadiru w Maroku. Nocleg na kempingu w kąpielisku nadmorskim w Agadirze. Wyruszyliśmy wybrzeżem w kierunku północnym, miejsce docelowe Casablanca. Żywiliśmy się głównie owocami zakupionymi u miejscowych handlarzy, a w porze obiadu zatrzymaywaliśmy sie w lokalnych barach i próbowaliśmy marokańskiej kuchni, jednej z najciekawszych wśród arabskich. Podczas ramadanu spożywana jest harira – zupa ze świeżej kolendry, soczewicy, fasoli i jagnięciny. Często jadaliśmy Tażin (tagine) to mięso (baranina, wołowina, drób) z cebulą i innymi warzywami oraz różnymi dodatkami jak zioła i przyprawy. Równie popularnym nie tylko w Maroko jest kuskus, tradycyjna potrawa piątkowa. Na deser podawane są ghoriba, czyli ciastka z migdałami lub sezamem. Pijaliśmy typową mocno słodzoną miętową herbatę z dodatkiem gorzkich ziół, serwowaną z srebrnych dzbanków do szklaneczek. Po kilku dniach pięknych widoków na przydrożne gaje i bezkres wód Atlantyku oraz długich podjazdów i zjazdów z licznymi zakrętami oraz jazdy utrudnianej skutecznie przez wiuatr wiejący nam stale w twarz dotarliśmy dotarliśmmy do portowego miasta Essaouira. Maćka powoli rozkładała choroba. Nocowaliśmy zwykle poza miatem. Któregoś dnia po wyczerpującej jeździe i braku widoków na nocleg, zapytaliśmy mieszkańców wsi czy możemy rozbić namiot za ich domem. Cała rodzina uważnie przyglądała się nam jak rozbijaliśmy namiot i wykonywaliśmy kolejne czynności. w dowód gościnności przyniesiono nam herbatę i owcze skóry do okrycia w obawie przed nocnym chłodem, rano podjęto nas mlekiem z ziołami, chlebem oraz serem. Maciej akurat robił sobie zupkę chińską, więc postanowił uraczyć nią gospodarzy, ta kurtuazyjna wymiana kulinarna zaskutkowała biegunką u jednych i drugich. Wdzięczni za nocleg i gościnę wyruszyliśmy w trasę. Kolejne starcie z niesprzyjającym wiatrem i wreszcie po całodziennych zmaganiach z przeciwnościami natury dotarliśmy do Safi. Ponieważ choroba dopadła nas oboje postanowiliśmy zatrzymać sie na dwie noce w hoteliku i odzyskac siły. dopadły nas dreszcze, wysoka gorączka, zimno na ustach i męczący kaszel. Podczas gdy próbowaliśmy zaszyć się czterech ścianach obskurnego hoteliku, z głownej ulicy dobiegał nieznośny gwar a z pobliskiego targowiskai nawoływania handlarzy. Maciek ostatkiem sił udał się na bazar i wrócił po jakimś czasie z torbą pełną różnych ziół, dogadawszy się na migi ze sprzedawcą-znachorem otrzymał panaceum na nasze dolegliwości. Obrzydliwie niedobry napar, ale jednak pomógł, po dwóch dniach poczuliśmy się nieco lepiej. Biorąc pod uwagę fakt, że przed wyjazdem nie przeanalizowaliśmy wiatrów i jazda w kierunku północnym była walką z wiatrakami, postanowiliśmy dotrzeć do Casablanki autobusem. Podróż zbiorowym środkiem komunikacji okazała się nie lada atrakcją. Autobus był całkowicie wypełniony podróżnymi zmierzającymi do Casablanki na ostatni dzień Ramadanu: każdy ze swoim tobołkiem, głownie żywność a na dachu żywe owce, prowadzone na rzeź. W międzyczasie doszło do bójki i wyrzucenia człowieka z pojazdu, a Maciek udzielił pierwszej pomocy pomagierowi kierowcy. Autobus jechał niesprawny, w czasie jazdy odpadły drzwi i przez jakiś czas szukaliśmy warsztatu aby je dospawać, w końcu spawacz ze sprzętem przybył na miejsce postoju. Po wielu godzinach i zaskakujących przygodach dotarliśmy do Casablanki, głównego ośrodka przemysłowego i kulturalnego oraz największego portu morskiego Maroka, największe miasto w Maghrebie (prawie 3 mln mieszkańców). Na miejscu zatrzymaliśmy się w schludnym hotelu, z całkiem ładnym pokojem na czwartym piętrze i normalną toaleta, chociaż \\\"narciarz\\\" też był dostępny jak wszędzie. Ponieważ minęło już trochę czasu od początku naszej podróży, musieliśmy w końcu zrobić pranie, dzięki uprzejmości pracownika hotelu skorzystaliśmy z wanny wypełnionej deszczówką na górnym tarasie. W związku z zakończeniem Ramadanu, następnego dnia wszystkie lokale były zamknięte, na ulicy cuchnęło spalonym mięsem, rynsztokiem płynęła krew zabijanych w nocy owiec. ‘Id al-Fitr - ostatni dzień ramadanu, rozpoczynający trzydniowe obchody końca postu. Muzułmanie spożywają wówczas specjalne potrawy, odwiedzają krewnych i znajomych, obdarowują dzieci prezentami. Przespacerowaliśmy się po opustoszałym historycznym centrum miasta (medyna) i udaliśmy sie do Meczetu wzniesionego z woli króla Hassana II, na sztucznym nasypie ponad wodami Oceanu Atlantyckiego, które widoczne są przez przeszkloną podłogę we wnętrzu meczetu. Niekiedy otwierany jest też ogromny dach świątyni, aby wierni zgodnie z nauką Koranu mogli podziwiać boski ocean i nieboskłon; jest trzecim największym meczetem na świecie (ustępuje meczetowi w Mekce) - w głównej sali modlitewnej może zmieścić się 25 tysięcy muzułmanów, a na jego rozległym dziedzińcu dalsze 80 tysięcy. Do świątyni przylega minaret o wysokości 210 metrów[2], co czyni go najwyższym minaretem na świecie i najwyższą budowlą w Maroku. Jako jedna z niewielu muzułmańskich budowli sakralnych w Maroku otwarty jest dla niemuzułmanów. Po dwóch dniach udaliśmy się autobusem już bez niespodzianek do Marrakeschu, leżącego u podnóża Atlasu Wysokiego. Warto zobaczyc Meczet i medresa Alego ibn Jusufa, Meczet Kutubijja, Grobowce Saadytów, Plac Dżamaa al-Fina (przy którym mieszkaliśmy) oraz Ogrody Agdal i Mury obronne z licznymi bramami. W obrębie medyny, stara dzielnica miasta, mieszczą się bazary, główny meczet i inne ważne budynki, wpisana na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Wizyta w Marrakeszu miała nie tylko charakter krajoznawczy ale przede wszystkim kulinarny, prawdziwa feria smaków i kolorów. Tu wynajęliśmy samochód i udaliśmy się na wycieczkę po Atlasie Wysokim. Najpierw przez tereny skalisto-pustynne o barwach czerwono-brunatnych, z pojawiającymi się co jakiś czas gajami palmowymi i oazami, dotarliśmy do Zagory. Nocowaliśmy w agroturystyce w pięknym stylizowanym pokoju, a na patio w zagrodzie pasły się dromadery. Następnego dnia ruszyliśmy ku przygodzie w Atlas Wysoki. Dotarliśmy do przełęczy Tizi Nest 2.100 m.n.p.m. (o wycieczce napiszę później). Jeszcze jeden dzień w Marakeszu i ostatnia wizyta na bazarze, gdzie stargowaliśmy kilka pamiątek. Powrót do Agadiru i przelot do Niemiec oraz przejazd do Polski.



Zdjęcia




W tle rezerwat ścisły krajobrazu pustyni piaszczystej



Z naszego mieszkania do kołobrzeskiej Casablanki jest bliżej



Tradycyjny posiłek ludzi pustyni; tagine z herbatą mietową



Taką żonę będę miał przez całe życie



Nocleg u rodziny berberskiej



Umiejętności udzielania pierwszej pomocy przydają się wszędzie



Meczet Hasana VI



Targ w Marakeszu



Masyw Atlasu Wysokiego



Wewnątrz meczetu

by ostojan 2010