- Logo -

Główna | O nas | Ekwipunek | Księga gości | Linki | |

Szwajcaria 2016
 
Droga św.Jakuba
 
Europa 2010-11
 
Francja 2010
 
Szwecja 2009
 
Rumunia 2008
 
Dania - Niemcy 2007
 
Rugia 2007
 
Kaszuby 2006
 
Pomorze 2005
 
Szlak Cystersów 2004
 
Maroko 2003
 
Polska wsch. 2002
 
Hiszpania 2001
 
Skandynawia 1999
 
Węgry 1998
 
Nordkapp 1997
 
Wyprawa

I LO im. M. Kopernika w Kołobrzegu

Klub Turystyczny Żaba

Rajd rowerowy Szwecja 2009

Niemal każdy miłośnik wypraw rowerowych słysząc o pomyśle wyjazdu do Szwecji podszedłby do tego z niebywałym entuzjazmem i z zapałem rozpocząłby przygotowania. Dla mniej wtajemniczonych wyjaśniamy: Szwecja to doskonałe miejsce dla turystów wszelkiego typu. Rowerzyści mogą tu znaleźć świetnie przygotowane i oznaczone trasy rowerowe, miejsca postojowe oraz noclegowe. Przestrzeganie niepisanego prawa poszanowania środowiska naturalnego „Den svenska allemansrätten” wystarczy, aby każdego dnia budzić się w bajecznym miejscu nad brzegiem krystalicznie czystych fiordów i jezior w niezwykle spokojnych i cichych zakątkach pośród przepięknych lasów.

Tak było i tym razem, ale zacznijmy od początku. Z Gdańska, do którego dojechaliśmy pociągiem ruszyliśmy w niezapomniany – 19-sto godzinny rejs promem m/f SCANDINAVIA. Tu należą się ogromne podziękowania dla pana Krzysztofa, dzięki jego życzliwości nasza podróż w obie strony była prawdziwą przyjemnością. Przystań w Nynäshamn, właśnie tu rozpoczęła się nasza szwedzka eskapada. Pierwszy nocleg i od razu kwintesencja Skandynawii, wymarzone kąpielisko nad fjordem i nasza „Arka Noego” czyli namiot na pomoście. Wspólny wypiek chleba w nowym, klubowym piekarniku pomógł zintegrować grupę i dostarczył wiele radości. Kolejnego dnia zwiedzaliśmy Zamek Gripsholm w Mariefred, miejscowości położonej na zachód od Sztokholmu nad brzegiem jeziora Mälaren. Najbardziej okazale prezentował się właśnie od strony wody, ale wewnątrz również wszystko było „na swoim miejscu”. Kilkukrotnie przebudowywany zawiera ponad 400 lat historii Szwecji, naprawdę zrobił na nas spore wrażenie. Podobnie jak szwedzki styl budowania domów, szczególnie na obrzeżach miast i na wsiach. Większość jest w tym samym kolorze – ceglasto-bordowe drewniane domy. Jednak po głębszym przyjrzeniu się nie ma mowy o monotonności, każdy był wyjątkowy, tak jak okolica, która codziennie zachwycała nas czymś szczególnym. Lecz nie zawsze było tak świetnie, a to za sprawą awarii, których niestety nie można przewidzieć i które zmieniają cały plan dnia, na domiar złego zaczęło mocno padać, choć i to ma swoje uroki. Zapewne każdy zastanawia się co może być fascynującego w złamanym kole na odludziu, gdzie spotkanie samochodu graniczy z cudem, w ulewie i chłodzie?! Otóż można trafić na wspaniałą szwedzką rodzinę, która bez chwili zastanowienia zaprosi 10 przemokniętych osób na ucztę do swojego przepięknego dworku. Takie niespodzianki podnoszą ducha w grupie, tak jak niecodzienny wywiad, którego udzieliliśmy kolejnego dnia. Reporter z oddalonego o 300 km Sztokholmu zapytał o nietypowy sposób koszenia trawy (koń ciągnący kosiarkę spalinową) na pradawnych cmentarzyskach-byliśmy tego świadkami. Nasze zdzwonienie było ogromne, współczuliśmy mu pracy w tak ciężkich warunkach, czyli ciągłym deszczu. Kolejne dwie doby spędziliśmy na skalistym brzegu jeziora. Suszenie skarpet nad ogniskiem nie należało do rzadkości. Wyśmienity okazał się kolejny kulinarny wynalazek, czyli chleb na patyku. Pogoda ustabilizowała się i ruszyliśmy dalej. Zwiedziliśmy odlewnie żelaza w Torbbo wpisaną na listę UNESCO. Dzień zaprocentował noclegiem u entuzjasty starych samochodów. W jego ogrodzie nad jeziorem zobaczyliśmy najpiękniejszy zachód słońca ( 6. zdjęcie). Niezapomniany był również nasz pobyt u DJ-a Rogera. Specjalnie dla nas przygotował wieczór karaoke, podzielił się z nami swoimi wrażeniami ze swojej podróży po USA. Później udaliśmy się do skansenu historycznego, gdzie wzięliśmy udział jednym z największych świąt ludowych w Szwecji – Midsommar. Uroczystość związana z pierwszym dniem lata, towarzyszyły jej ludowe tańce i śpiewy. Mieliśmy możliwość zobaczenia dużej liczby uśmiechniętych Szwedów. Smak czekolady, którą wygraliśmy w loterii zapamiętamy na długo. Kopalnia miedzi w Ovrabym wpisana na listę UNESCO była celem kolejnego dnia podróżowania, przebiegającego ciągle między malowniczymi jeziorami rozmieszczonymi po całym obszarze Dalarna. Uppsala, czwarte co do wielkości miasto w Szwecji, miejsce koronacji i spoczynku królów zachwyciło nas swoim gotyckim klimatem. Przepiękna, olbrzymia katedra , najstarszy skandynawski uniwersytet i XVI-wieczny zamek królewski to najważniejsze obiekty w tym niezwykle urokliwym mieście. Następnie udaliśmy się do Sztokholmu, spędziliśmy tu 2 dni. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od podziwiania panoramy miasta z wieży telewizyjnej, widok był niesamowity. Wenecja północy, to określenie jest w pełni trafione. Miasto pełne zieleni, wody i urokliwych kamienic, szczególne wrażenie robią te secesyjne wzdłuż przystani żeglarskiej. Szybki zakup pamiątek, pakowanie, jeszcze jeden rzut okiem na starówkę (tym razem nocą) i ruszyliśmy na nocny odcinek, chociaż dzięki zjawisku dnia polarnego z nocą miało to mało wspólnego. Ostatni nocleg na lądzie część grupy zdecydowała się spędzić pod gołym niebem, opłacało się, widok zachodzącego i wschodzącego słońca jednocześnie wart był poświęcenia. Jeszcze tylko 60 km po skandynawskiej ziemi. Szwecja pożegnała nas przepiękną, słoneczną pogodą.

Rejs promem, tym razem niezapomnianych 18 godz. Podczas obiadu dostaliśmy pamiątkowe dyplomy za dwukrotne przebycie Bałtyku na pokładzie SCANDINAVII. Tuż przed wyjściem na ląd, już na cardecku zmieniliśmy jeszcze jedną dętkę-uśmiech autobusu turystów z Korei-bezcenny. Dla odmiany Gdańsk przywitał nas…deszczem. Cała wyprawa trwała 18 dni, Szwecja nie rozczarowała nas w najmniejszym stopniu, wręcz przeciwnie, codziennie zaskakiwała nas czymś nowym, co na długo zostanie w pamięci uczestników…

Tekst: Wojciech Hryniuk



Zdjęcia
























by ostojan 2010